czwartek, 14 sierpnia 2014

Patagonska milosc / Patagonian love

Scroll down for the English version

Patagonia… Jej obrazy przewijały się przez niemal cały wyjazd do Ameryki Południowej. Majestatyczne wieże Torres del Paine, dumny, acz nieco nieśmiały Fitz Roy wraz ze swym nieodłącznym kompanem Cerro Torre, silne wiatry, Ziemia Ognista... Nieco romantyczne wyobrażenia, które tworzyły się przez lata dzięki oglądanym w iternecie zdjęciom, przeczytanym książkom podróżniczym, oglądniętym filmom dokumentalnym, reportażom. Było to miejsce, które od samego początku wiedziałam pokocham całym sercem.

Pustka, dzikość, bezkresne przestrzenie, ośnieżone szczyty górskie, surowy klimat, kapryśna pogoda. Nie jest to łatwa miłość. Trzeba o nią walczyć, dać jej czas, czasem się obrazić, przeczekać.. i dalej tkwić w zachwycie nad niezmierzonym pięknem. Tych co na siłę chcą ją zdobyć Patagonia potrafi do siebie skutecznie zniechęcić: a to spowić na długi czas swoje piękne krajobrazy w welonie szaro-burych chmur, a to zlać deszczem, a to zrzucić z roweru czy motocyklu swoim silnym, zimnym oddechem wiatru.

Nas jednak ta Piękna Pani potraktowała wyjątkowo łagodnie. Dała nieco wkość w Ziemi Ognistej, kiedy to w środku lata zasypała nas śniegiem, trochę zmoczyła przy Torres del Paine, i kazała na siebie czekać aby odkryć oblicze Fitz Roya. Cierpliwość jednak każdorazowo się opłaciła i po parugodzinnym czy też parodniowym oczekiwaniu w końcu dostawaliśmy to po co przyjechaliśmy: nieziemsko piękne widoki, słońce i wspomnienia, które zostaną z nami do końca życia.

----------------------------------------------

Fitz Roy – góra marzenie wielu. Jedna z najtrudniejszych ścian wspinaczkowych na świecie. Słyszeliśmy historie ludzi, którzy marzyli o zobaczeniu tej kapryśnej góry, przejeżdżali pół świata, aby to marzenie spełnić, a jedyne co zobaczyli to mgławicę chmur otaczających Fitz Roya ciasnym wianuszkiem. Jest on bowiem bardzo kapryśny i nie lubi wystawiać się na pokaz. My również musieliśmy swoje odczekać. Dwa dni na polu namiotowym, gdzie przy siąpiącym z nieba deszczu nie ma za wiele do roboty w końcu się opłaciły.

Gdzies tam ukryty jest Fitz Roy

Drugiego dnia wieczorem, gdy słońce było już nisko na horyzoncie, nagle Albin przybiegł do namiotu z okrzykiem:

„Zakładaj buty! Ruszamy! Fitz Roy w całej okazałości!”

Jak się okazało okalające go szczelnie chmury w końcu ustąpiły, a Fitz Roy spojrzał na nas swoim łaskawym, dumnym okiem. Niemal biegiem rozpoczęliśmy ostrą wspinaczkę. Doszliśmy do punktu widokowego, gdzie mogliśmy się z bliska ukłonić temu kapryśnemu dżentelmenowi.

Fitz Roy o poranku / Fitz Roy in the morning 

Podobne widowisko zresztą czekało nas rano, gdyż Fitz Roy postanowił wystawić swoje wdzięki na przywitanie dnia. Gdy schodziliśmy w dół, nad szczytem ponownie zaczęły się zbierać gęste chmury. Przesuwały się one w zawrotnym tępie i zanim wróciliśmy na pobliskie pole namiotowe, ze wspaniałych widoków niewiele pozostało.

----------------------------------------------

Koleżanką Fitz Roya jest Cerro Torre. Chyba jeszcze bardziej nieśmiała niż jej słynny sąsiad. Zachowuje się ona jak wstydliwa panna młoda, która woli swoje wdzięki zakryć welonem chmur i jedynie najbliższym, najbardziej zaufanym osobom pokazuje swoją piękną sylwetkę. Jej też musieliśmy dać czas, pozwolić się oswoić. Znowu dwa dni podchodów...

W międzyczasie wróciliśmy do El Chalten, aby uzupełnić nasze zapasy, a ona właśnie wtedy postanowiła odrzucić zasłonę chmur. Och jak byiiśmy na nią źli! Gdy wróciliśmy popołudniu, znowu się przed nami skryła. Bawiliśmy się w chowanego. Wychodziliśmy na punkt widokowy, aby zobaczyć czy przypadkiem nie pokazała, po czym wracaliśmy ogrzać się do namiotu. Podchody.

Niesmiala Cerro Torre

I w końcu! W końcu trzeciego dnia o świcie, tak wczesnym i zimnym, że mi aż się nie chciało wystawiać nosa z ciepłego śpiwora, Cerro Torre wyłoniła się zza chmur, czarując Albina swoim urokiem. Mogliśmy wracać.

----------------------------------------------

Perito Moreno jest chyba najbardziej znanym patagońskim lodowcem. Już od Amazonii, co i rusz słyszeliśmy o tym jaki to wspaniały cud natury, jak oszałamia i zapada głęboko w pamięć. Wiedzieliśmy też, że właśnie przez to swoje piękno jest to miejsce pełne turystów z całego świata, gdzie ciężko zrobić zdjęcie unikając innych ludzi czy też delektować się widokami bez przeszkadzania innym.


Na spotkanie z Perito Moreno wyjechaliśmy z samego rana. Pomimo wczesnej pory nasz autobus był pełen turystów. Część z nich decydowała się na dosyć drogą wycieczkę promem pod samo czoło lodowca, część (w tym my) jechała prosto do punktów widokowych. Są tam miejsca przystosowane do obsługi osób na wózkach inwalidzkich, poręcze, chodniki, tablice informacyjne, wszystko czego wymagający amerykański czy europejski turysta może sobie tylko zażyczyć.

Pomimo tej całej otoczki i tłumu ludzi wokół, lodowiec nie zawodzi. Jęczy, trzeszczy, chlupocze... Od jego czoła co i rusz odrywają się mniejsze, bądź większe fragmenty lodu. Lodu, który nie jest jednolicie biały. O co to to nie! Ma on wszelkie odcienie błękitu, bieli, beżu, delikatnego brązu. Na jego powierzchni tworzą się niesamowite wzory: a to twarz Taty Muminka, a to Krzyż, a to inne abstrakcyjne malunki, wykonane ręką najlepszej artystki na świecie: Matki Natury.

I rzeczywiście: Perito Moreno zapada w pamięć. Na długo.

Rozne odcienie bieli / Different shades of white


Tata Muminka / Moomin
Krzyz / Cross
























----------------------------------------------

Tym sposobem udało nam się szczęśliwie zobaczyć wszystkie cuda Patagonii. Jednak nie był to jeszcze dla nas koniec wizyty. Patagonia jest bowiem bardzo rozległą krainą. I my zanim stamtąd wyjechaliśmy odwiedziliśmy jeszcze parę miesc, ale o tym już będzie następnym razem.

ZDJECIA PERITO MORENO
ZDJECIA FITZ ROY I CERRO TORRE

English:

Patagonia.... The majestic towers of Torres del Paine, proud, though a bit shy Fitz Roy with his inseparable companion Cerro Torre, strong winds, Tierra del Fuego... These images were in my head through almost the entire trip to South America. A little romantic idea that formed over the years by viewing photos on Internet, reading the travel books, watching documentaries. It was a place that from the very beginning I knew I would love with all my heart.

Emptiness, wildlife, endless spaces, snow-capped mountain peaks, harsh climate, capricious weather. It is not easy love. You have to fight for it, give it time, sometimes offend, wait... and continue to be stuck in awe of the immense beauty. Those who want to force her to anything Patagonia is able to effectively discourage by hiding her beautiful landscapes in the veil of grey clouds, by pouring the rain or by this pushing bicycles or motorcycles by its strong, cold breath of wind.

We, however, were treated very well by this beautiful lady. She showed her bad face in Tierra del Fuego, when in the middle of summer we were fighting with snow storm, and we were a littledampened in the Torres del Paine and we have to wait to see the face of Fitz Roy. Patience, however, has paid off, and after several hours or days of waiting in the end we got what we came for: unearthly beautiful views, sun and memories that will stay with us for life.

----------------------------------------------

Fitz Roy - mountain dream of many and one of the most difficult climbing walls in the world. We heard stories of people who dreamed of seeing the fickle mountain, rode halfway around the world to make this dream come true, and the only thing they saw were clouds surrounding Fitz Roy narrow garland. It is an extremely moody and does not like to expose to the show. We also had to wait. Two days waiting at the campsite, with the drizzle falling from the sky and where was not much to do, on the end paid off.
 
Somewhere there is Fitz Roy

On the second evening, when the sun was already low on the horizon, Albin suddenly ran to the tent shouting:

"Put your shoes on! Let's go! Fitz Roy in all its glory! "

As it turned out clouds tightly surrounding the mountain finally gave way, and Fitz Roy looked at us with his gracious, proud eye. We began a sharp climb. We came to a vantage point where we could get up close to bow to this capricious gentleman.
 
Fitz Roy w calej swej okazalosci / Fitz Roy in all his glory

Similar spectacle we could see in the morning as Fitz Roy decided to put his charms to greet the day. When we waked down thick clouds began to gather over the top again. They were moving very fast and before we returned to the nearby campsite, little remained from the amazing views we had.

----------------------------------------------

Cerro Torre is a friend of Fitz Roy. She is even more timid than its famous neighbour. She behaves like a bashful bride who prefers to cover her charms with the veil of clouds and shows her beautiful figure only to the closest, most trusted people. We also had to give her time to let the tame. Again two days of wait…

In the meantime, we went back to El Chalten to replenish our supplies, and it was then when she decided to drop the veil of clouds. Oh how angry we were! When we returned in the afternoon, she hid again. We left on a vantage point to see whether she showed, then walked back to the tent to warm up. Stalking.

Very shy Cerro Torre

And in the end! At the end of the third day at dawn, so early and cold, that I did not want to get the nose out of a warm sleeping bag, Cerro Torre emerged from behind the clouds, presenting Albin its charm. We could go back.

----------------------------------------------

Perito Moreno is perhaps best known Patagonian glacier. We heard about that great miracle of nature again and again since Amazon. About how stunning it is and how it falls deeply in the memory. We also knew that just because of its beauty this place is full of tourists from all over the world, where it is hard to take a picture while avoiding other people or enjoy the views without disturbing others.


To meet with Perito Moreno we left in the morning. Despite the early hour, our bus was full of tourists. Some of them decided on a quite expensive ferry trip to face the glacier; some (including us) went straight to the vantage points. There are places designed to accommodate people in wheelchairs, handrails, walkways, information boards, having almost everything shat demanding American or European tourist can desire.

Despite the entire areola and a crowd of people around, the glacier did not disappoint. Groans, creaks... smaller or larger fragments of ice break off from his forehead again and again. Ice that is not just white. It has all the shades of blue, white, beige, soft brown. Amazing designs form on its surface: a Moomin’s face, cross and other abstract paintings, hand made by ​​the best artist in the world: Mother Nature.

And indeed: we will remember Perito Moreno. For a long, long time.

Abstrakcyjne wzory namalowane przez Matke Nature / Abstract design painted by the Mother Nature

----------------------------------------------


In this way we were able to successfully see all the wonders of Patagonia. However, this was not yet the end of the visit for us. Patagonia is in fact a very extensive land. And before we left we visited there a few more places. But I will write about this another time.

PICTURES PERITO MORENO
PICTURES FITZ ROY Y CERRO TORRE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz