niedziela, 24 sierpnia 2014

Cueva de las Manos - historia znudzonych jaskiniowcow / Cueva de las Manos - history of bored cavemen

Scroll down for the English version

Do miejscowości Perito Moreno (nie mylić z lodowcem!) dotarliśmy po długiej i niewygodnej nocy w autobusie o nieludzko wczesnej porze. Oczywiście wszystko było jeszcze pozamykane. Rozłożyliśmy więc nasze graty na ziemi czekając na otwarcie biura oferującego wycieczki do Cueva de las Manos, która była głównym celem naszego przyjazdu. Z zaskoczeniem powitaliśmy sympatyczną panią w średnim wieku, która zaczynała pracę już przed 7:00 rano. Wykupiliśmy od niej wycieczkę, zdobyliśmy mapy miasteczka, zostawiliśmy nasze bagaże i ruszyliśmy wykorzystać 3 godziny, które nam zostały do wyjazdu na zwiedzanie.

Perito Moreno jest malutkim (3,5-tysięcznym) miasteczkiem. Pomimo tego jest jednym z największych miast w okolicy. Nie ma się jednak czemu dziwić skoro dookoła rozpościera się moja ukochana pampa. Bezkresne i niemal bezludne stepy zamieszkałe są niemal jedynie przez wałęsające się bez celu stada guanaco.

W miasteczku nie ma zbyt wiele do zobaczenia (wysychające jeziorko, długa główna droga) więc dosyć szybko wróciliśmy na dworzec. Na miejscu okazało się, że pomimo naszych chęci, nie uda się tam opuścić miasta tego samego dnia. Była sobota. Jedna z dwóch firm miała swój następny autobus dopiero w poniedziałek, a druga nie jeździła właśnie w soboty. Tym sposobem trafił nam się niespodziewany postój w Perito Moreno.

----------------------------------------------

Przed 10 na cichy i spokojny dworzec podjechał mały samochód osobowy, z którego wysiadł wąsaty facet i podszedł do naszego biura. Okazało się, że był to pan Hugo – nasz kierowca. W samochodzie siedziała już para Amerykanów z San Francisco. Sprawnie się zebraliśmy i ruszyliśmy 163-kilometrową podróż do Cueva de las Manos.

Senor Hugo okazał się być Argentyńczykiem włoskiego pochodzenia, który 20 lat temu przyjechał na wakacje do Perito Moreno i tak mu się tu spodobało, że zdecydował się zostać. Wcześniej mieszkał w Mar de Plata koło Buenos Aires, ale było ono dla niego za duże. Natomiast bardzo mu odpowiada małomieszczański charakter Perito Moreno. Ma on tu swój hostel, restaurację oraz biuro podróży. Przy miłej rozmowie 1,5-godzinna droga do jaskini minęła nam bardzo szybko. Tym bardziej, ze co chwila Pan Hugo zwalniał się, bądź zatrzymywał, pokazując nam a to kopalnię złota i srebra, a to kolejne guanaco, a to ładny widok na kanion.

----------------------------------------------

Oczywiście jako turyści z zagranicy musieliśmy zapłacić więcej za bilety wstępu (80 peso za bilet). Pomimo tego, nie mieliśmy co liczyć na anglojęzycznego przewodnika. Nie było to jednak najmniejszym problemem. Pan Hugo stwierdził, że przecież mówię tak dobrze po hiszpańsku, że mogę służyć za tłumacza, dla reszty naszej małej grupy. Bardzo ucieszyła się z tego przewodniczka, która stwierdziła, że jej angielski jest bardzo taki sobie. Niestety z moją dodatkową rolą nie wiązała się żadna zniżka... A szkoda!

----------------------------------------------

Cueva de las Manos (dosłownie Jaskinia Rąk) wzięła swą nazwę od doskonale zachowanych malunków ludzkich dłoni znajdujących się ścianach jaskini. Bardzo mało wiadomo na temat ich powstania, a z istniejących teorii żadna nie jest 100% potwierdzona. Wiadomo, że najstarsze z malunków mają ponad 9,000 lat! Do namalowania ich użyto barwników przywiezionych z miejsc odległych o nawet 200km.

Malunki przedstawiają głównie lewe dłonie. Jedna z teorii głosi, że zostały one namalowane poprzez wydmuchiwanie barwnika rurką trzymaną w prawej dłoni. Zaledwie około 30 (z ponad 800) to ręce prawe, co mniej więcej odpowiada dzisiejszym proporcjom ludzi prawo- i leworęcznych. Niektóre z nich znajdują się bardzo wysoko na ścianach jaskini i podejrzewa się, że należały one do najwyższych członków plemienia, którzy mogli mierzyć ponad 1,8m bądź też członkowie plemienia podnosili się nawzajem na ramionach aby je namalować.

Wśród malunków są dłonie zarówno mężczyzn, jak i kobiet i dzieci. Jest także dłoń mająca 6 palców. Uważa się, że mogła ona należeć do szamana. Za szamanów bowiem wybierano osoby posiadające specjalne zdolności. Często za dowód posiadania tych specjalnych zdolności uznawano posiadanie wad wrodzonych – jak w tym przypadku 6 palców.

Poza malunkami dłoni są tam także malowidła przedstawiające rodzące kobiety, dzieci, polowania na guanaco. Znamienne jest, ze na tych rysunkach guanaco są zawsze dużo większe od polujących na nie ludzi. Ma to być dowodem na to jak wiele znaczyło to zwierzę dla ówczesnych ludzi.

Część obrazów jest bardziej abstrakcyjna: przedstawiają złe duchy, tancerzy czy też nachodzące na siebie koła, które występują praktycznie u wszystkich ludów pierwotnych i mają być dowodem na stosowanie przez nie substancji psychodelicznych.

Tyle oficjalnych teorii. My z Albinem doszliśmy do wniosku, że znudzeni myśliwi malowali sobie dłonie na ścianach jaskini, tak jak obecnie dzieci malują swoje ręce na kartce papieru, a teraz naukowcy ciężko myślą: „Co też oni mieli na myśli? Po co to robili?”  A odpowiedź może być bardzo prosta: z nudów :)

----------------------------------------------

Po powrocie do Perito Moreno znaleźliśmy tani kemping (20 pesos za namiot), gdzie postanowiliśmy sobie zrobić grilla i zjeść prawdziwe argentyńskie steki. Albin poszedł do supermarketu, a ja zebrałam drewno. Niestety niewiele mieliśmy do tych steków, więc wrzuciliśmy je po prostu nad ogień, obficie polaliśmy piwem i pozwoliliśmy się im smażyć tylko od czasu do czasu odwracając je na drugą stronę. Gdy w końcu były gotowe efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania: nie bez powodu się mówi, że argentyńska wołowina jest najlepsza na świecie. Mięso wręcz rozpływało się w ustach i naprawdę żałowaliśmy, że nie kupiliśmy ich więcej. Najlepsze mięso pod słońcem i kolejne spełnione marzenie :)




English:

We arrived to the town of Perito Moreno (not to be confused with the glacier!) very early in the morning after a long and uncomfortable night in a bus. Of course, everything was still closed. We put all our luggage on the ground waiting for the opening of an office that offers trips to the Cueva de las Manos, which was the main purpose of our arrival. To our surprise a friendly middle-aged lady started work already before 7:00 in the morning. We purchased a trip from her, got the map of town, we left our luggage and went to use three hours that we had to go on tour.

Perito Moreno is a tiny (3.5-thousandths) town. Despite this, it is one of the largest cities in the area. There is, however, no wonder as it spreads around my beloved pampa. Endless and almost uninhabited steppes are inhabited almost exclusively by rummaging aimlessly herds of guanaco.

In the town there is not much to see (drying lake, the long main road) so fairly quickly we returned to the station. On site we found that in spite of our plans, we cannot leave the city the same day. It was Saturday. One of the two companies had their next bus on Monday, and the other did not drive on Saturdays. This way, we got an unexpected stay in Perito Moreno.

----------------------------------------------

Before 10am on a quiet and relaxing bus terminal a small car arrived. From this car a guy with moustache left and went to the tourist office. It turned out that it was Mr Hugo - our driver. In the car already a couple of Americans from San Francisco sat. We got inside and moved into 163-kilometer journey to the Cueva de las Manos.

Senor Hugo turned out to be Argentinian with Italian background who 20 years ago came on holiday to Perito Moreno and he liked it so much that he decided to stay. Previously he lived in Mar de Plata near Buenos Aires, but it was too big for him. In contrast, little town nature of Perito Moreno suits him a lot. He has his own hostel, restaurant and travel agency. With a relaxed conversation 1.5-hour route to the cave passed very quickly. Especially that Mr Hugo was slowing down every few minutes or stopped the car, showing us gold and silver mine or another guanaco or a nice view of the canyon.

----------------------------------------------

Of course, as tourists from abroad we had to pay more for tickets (80 pesos per ticket). Despite this, we could not count on an English-speaking guide. But it was not the slightest problem. Mr Hugo said that as I speak Spanish so well I can serve as an interpreter for the rest of our small group. The tour guide, who said that her English is very so-so was very pleased with that. Unfortunately, my additional role did not involve any discount ... A pity!

----------------------------------------------

Cueva de las Manos (literally Cave of Hands) took its name from the well-preserved paintings of human hands that cover all the walls of the cave. Very little is known about their origin, and none of the existing theories is 100% confirmed. It is known that the oldest of paintings have more than 9.000 years! Dyes imported from such distant places as 200km away were used to paint them.

Paintings depict mostly left hands. One theory is that they were painted by blowing pigment from tube held in the right hand. Only about 30 (out of over 800) is the right hand, which roughly corresponds to today's proportions of right and left handed people. Some of them are very high up on the walls of the cave and it is said that they might have belonged to the highest members of the tribe who could measure over 1.8m. Others might have been created by members of the tribe lifted on the shoulders of each other to paint them.

Among paintings there are the palms of men and women and children. There is also a hand having six fingers. It is believed that it could belong to the shaman. Shamans were believed to be people with some special characteristics and abilities. The birth defects (such as 6 fingers) might have been considered as a proof of these special abilities.

There are also paintings of the nascent women, children, hunting guanacos. It is significant that in these drawings guanacos are always much larger than hunting people. This might be proof of how much this animal meant back then.


Some images are more abstract: represent evil spirits, dancers or overlapping circles that occur practically in all primitive cultures, and is believed to be evidence of the usage of the psychedelic substance.

So much official theories say. Albin came to the conclusion that bored hunters painted the hands on cave walls, as currently the children paint their hands on a piece of paper, and now scientists think hard: "What did they have in mind? Why did they painted these hands? "And the answer may be very simple: out of boredom :)

----------------------------------------------



After coming back to Perito Moreno we found a cheap camping (20 pesos per tent), where we decided to do a barbecue and have a real Argentinian steaks. Albin went to the supermarket, and I gathered wood. Unfortunately, we didn’t have much to use on steaks (no seasoning, salt, pepper) so we just put them above the fire, abundant pour with beer and let them fry from time to time turning them over. When they finally were ready, the effect passed our wildest expectations: now we can understand why Argentinian beef is considered to be the best in the world. The meat almost melted in my mouth and I really wished we had bought more of them. The best meat under the sun and another dream come true :)

4 komentarze:

  1. Ależ ja Wam zazdroszczę tych argentyńskich klimatów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musze przyznac, ze Argentyna jest naprawde przepieknym krajem, ze wspanialymi ludzmi, ze o jedzeniu nie wspomne :) Tylko te nieustanne kryzysy...
      Pozdrawiamy!

      Usuń
  2. oj też chciałbym się wybrać w taka podróż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic prostszego: oszczedzic ile sie da, sprzadac co sie da i za zarobione pieniadze ruszc w swiat :) Powodzenia w realizacji marzen! :)

      Usuń