niedziela, 16 grudnia 2012

Portobello Market

Parę zdjęć z krótkiej wizyty na jednym z licznych londyńskich marketów. Wybrałam się tam z jedną z moich couch surfer'ek - Morgane z Paryża. Pogoda nam dopisała i pomimo dosyć niskiej temperatury, z przyjemnością powłóczyłyśmy się po wąskich uliczkach Notting Hill.

Just few pictures from a short visit to  one of numerous London's markets. I went there with one of my couch surfers - Morgane from Paris. The weather was vary good and despite quite low temperature we really enjoyed wandering through narrow streets of Notting Hill. 















sobota, 1 grudnia 2012

Szczepienia.../Vaccinations...

Nie jest to najprzyjemniejsza rzecz, no ale jesli chcemy sie porzadnie, do tak dlugiego jak nasz wyjazdu przygotowac, chyba warta zachodu. W Anglii w kazdym miescie funkcjonuja tzw. 'Travel Clinics', w ktorych mozna uzyskac wszystkie niezbedne informacje na temat szczepien nam potrzebnych przy wyjezdzie do danego kraju. Umawiamy sie na wizyte z pielegniarka (przynajmniej tak to wygladalo w naszym wypadku) i ona ustala dla nas program szczepien dostosowany do naszych planow podroznych. W naszym przypadku wiekszosc niezbednych szczepien byla za darmo (na koszt NHS, czyli tutejszego Funduszu Zdrowia). Musze przyznac, ze trafila nam sie naprawde niesamowita pielegniarka. Bardzo kompetentna i do tego przemila. Poki co obiecalismy jej, ze po powrocie wpadniemy 'na wizyte' opowiedziec jej o naszym wyjezdzie :)

A jezeli chodzi o liste szczepien, ktore nam doradzila:

  • Zoltaczka A (w naszym przypadku dwa szczepienia, ale to moze wygladac inaczej w zaleznosci od tego ile czasu nam zostalo do wyjazdu; drugie odbywa sie okolo pol roku po pierwszym)
  • Dur brzuszny (te dwa pierwsze szczepienia zaserwowala nam juz na pierwszym spotkaniu; reka, a wlasciwie rece, po nich bolaly niesamowicie, a Albin mial przez trzy dni goraczke)
  • Blonica/Tezec/Polio (takie 3 w 1)
  • Wscieklizna (szczegolnie polecane jesli wybieramy sie w rejony zagrozone wscieklizna i jest szansa, ze nie bedziemy sie w stanie dostac do lekarza w ciagu 48h; to szczepienie niestety nie jest refundowane i trzeba za nie zaplacic miedzy £30 a £50 za zastrzyk, a szczepic sie trzeba trzy razy...)
  • Zolta febra (przy wjezdzie do niektorych krajow wymagana jest zolta ksiazeczka, ktora dostaje sie po tym szczepieniu; przy tym szczepieniu wszczepiaja nam zywe bakterie, wiec jest spora szansa, ze choroba nas dopadnie; poki co, jestesmy 10 dni po szczepieniu i nic nam nie jest  wiec chyba nie jest tak zle :) )
  • tabletki na malarie (na malarie nie ma szczepien, dlatego najwazniejsza jest prewencja: dlugie rekawy, dlugie spodnie, moskitiery etc.; w UK sa dostepne trzy rozne rodzaje tabletek na malarie; dwa z nich sa refundowane przez NHS, a za trzeci trzeba sobie samemu zaplacic; my jeszcze nie wiemy, ktore zostana nam doradzone i w jakich dawkach)
Obecnie czekaja nas jeszcze dwa spotkania z nasza pielegniarka: jedno (takie srednio oficjalne, bo przy okazji wizyty kontrolnej u lekarza; tak po znajomosci :) ), zeby powiedziala nam co i jak z tymi tabletkami na malarie (my jej zostawilismy orientacyjny plan podrozy, a ona robi za nas reszte:) ) i drugie, zeby sie drugi raz zaszczepic na zoltaczke A i szczerze mowiac juz sie nie moge doczekac, po pierwsze, bo sa to naprawde mile spotkania, a po drugie, bo to bedzie oznaczalo, ze nasz wyjazd jest tuz tuz... :)


This is not the most pleasant thing, but if you want to prepare yourself properly, for such a long journey, I think it is worth the effort. In England, in every city there are Travel Clinics, where you can get all the necessary information about the vaccinations needed when going to certain countries. You have to arrange an appointment with the nurse (at least it was like that in our case), and she prepare you a vaccination program tailored to your travelling plans. In our case, most of the necessary vaccinations are free (at the expense of the NHS). I have to admit, our nurse is really amazing. Very efficient and really nice. So far I have promised her that when we come back from America we will make an appointment tell her about our journey :)

And this is a list of recommended vaccinations

  • Hepatitis A (in our case, two vaccinations, but it may look different depending on how much time we have left to go; the second one is taken about six months after the first one)
  • Typhoid fever (the first two vaccinations were given to us at the first meeting; both hands really hurt after them and Albin had a fever for three days)
  • Diphtheria / Tetanus / Polio (the 3 in 1)
  • Rabies (especially recommended if you are going into the areas threatened by rabies and there is a chance you will not be able to get to a doctor within 48 hours; a vaccine is unfortunately not free and you have to pay for it between £ 30 and £ 50 per injection, and you have to get three of them ...)
  • Yellow fever (some of the countries require you to have yellow book which you get after this vaccination; with this vaccine the live bacteria is injected, so there's a good chance that you will catch the disease (milder version of course!)... for now, we are 10 days after vaccination, and nothing happened so perhaps it is not so bad :))
  • malaria pills (for malaria there is no vaccination, therefore, the most important is prevention: long sleeves, long pants, mosquito nets, etc..; in the UK there are three different types of pills for malaria, two of which are reimbursed by the NHS but we do not know yet, which we will be advised to take and in what doses )
Currently, we are still waiting for another two meetings with our nurse: one (not really official one as it is on the occasion of the visit to the doctor :)) so she can tell us what kind of these malaria tablets we should get and when we should start taking them (we left her our approximate travel plan and she is doing the rest for  us :)) and a second  one for the second dose of hepatitis A vaccine and to be honest I can not wait for both of them, firstly, because these meetings are really nice , and secondly, because it will mean that our trip is very soon ... :)

czwartek, 22 listopada 2012

Ameryka Poludniowa 2013 / South America 2013

Ostatnio niestety malo gdzie sie ruszamy spoza Londynu, a przez najblizsze dwa miesiace bedziemy sie ruszac jeszcze mniej. Mamy jednak ku temu bardzo wazny powod: nasza wielka, polroczna wyprawe do Ameryki Poludniowej :) Zaczynamy 11 lutego, kiedy to wylatujemy do Madrytu, aby stamtad, 14 lutego (czyli w Walentynki!!!) wyruszyc do Bogoty. Bilety kupilismy jakis miesiac temu. Po konsultacji z moja kolezanka z pracy, oraz po przeczytaniu roznorakich opinii na temat linii lotniczych latajacych do Kolumbii zdecydowalismy sie na lot Avianca. Za bilety (poki co w jedna strone :)) zaplacilismy £490.00. Ciekawostka jest, ze taniej wychodzi kupic bilety na kolumbijskiej, albo amerykanskiej stronie Avianca niz na brytyjskiej (roznica niby tylko £25.00 na bilecie, ale bardziej przydadza sie nam te pieniadze w Ameryce Pd). Nieco irytujacy jest fakt, ze za bilet powrotny dalibysmy niewiele wiecej, bo przy dobrej promocji widzialam bilety nawet za £560.00 w obie strony. No ale, poniewaz jeszcze nie wiemy, ani kiedy, ani skad dokladnie bedziemy wracac, nie bylo sensu sie ograniczac biletem powrotnym.

Poki plan jest mniej wiecej taki:

  • luty -Kolumbia i Ekwador (te kraje wpadly nam nieco przez przypadek, jako, ze z poczatkowych planach mielismy zaczynac w Peru, ale tansze bilety i pare ciekawych miejsc do zobaczenia, juz na etapie przygotowan zmodyfikowaly nasze plany:) Niestety z tego samego powodu, te dwa kraje potraktowane beda nieco po macoszemu...)
  • marzec/polowa kwietnia - Peru (zakladamy, ze bedzie to jeden z najciekawszych krajow,dlatego tez chcemy tam spedzic, az 1,5 m-ca; Aska - szykuj sie na odwiedziny :))
  • kwiecien / polowa maja - Boliwia
  • maj / polowa czerwca - Chile (chcemy dotrzec az do Patagoni i nieco nas przeraza, ze bedziemy tam pozna jesienia, no ale co, my nie damyrady??! :))
  • czerwiec/polowa lipca - Argentyna
  • lipiec - Paragwaj/Urugwaj
  • sierpien - Brazylia (i moj wymarzony rejs Amazonka!)

Poza biletami, czekalo nas sporo innych przygotowan: szczepienia, zakupy sprzetu, infromacje na temat poszczegolnych krajow, no ale moze o tym bedzie nieco w innych wpisach. A poki co zaczynam obiecana anglojezyczna wersje, dla moich znajomych i przyjaciol z UK, ktorzy sa bardzo zainteresowani sledzeniem bloga z wyprawy :)

Recently we have not been travelling a lot and it seems that in the coming two months we will travel even less... But there is very valid reason for that: our big, half a year long trip to South America! We start on 11th February in Madrid and then on 14th (Valentine's Day!!) we are flying to Bogota :):) We Bought our tickets about a month ago and after talking to one of my Colombian colleagues and making some research on the internet we decided to fly with Avianca. For one way ticket we paid £490.00. Interesting fact is that this is cheaper to buy tickets on Colombian or American website than on the British one (it is only £25.00 but we prefer to spend this money in South America than here:)). A bit annoying is the fact that return ticket is just slightly more expensive than our one way ticket. In some deals I've seen it for only £560.00 for return ticket but as we don't know either when or when we will be coming back we don't want to restrict ourselves by any means:)

The plan of our trip is:

  • February - Colombia and Ecuador (originally we didn't plan to visit these two countries and we planned to start in Peru but as the tickets to Colombia were much cheaper plus we found some interesting places we want to visit, eventually we decided to go there, but this is also the reason why we will spend there so little time)
  • March / mid-April - Peru (at this moment we think this might be the most interesting of all visited countries and therefore we want to spend there all 1,5 month)
  • April / mid-May - Bolivia
  • May / mid-June - Chile (we want to go all the way down to Patagonia but we are a bit scared of being there in the late Autumn...)
  • June / mid - July - Argentina
  • July - Paraguay / Uruguay
  • August - Brasil (and my dream cruise on the Amazon river!)
Except of tickets we had to organise quite few other things (vaccinations, equipment, gather information about countries etc.) but I will write about that in separate post. For now for all my English-speaking friends I start long promised English version of this blog. Please forgive me for any mistakes and I hope that despite of my not perfect English you will enjoy it :)

poniedziałek, 5 listopada 2012

Thames Path czesc 2-ga / London Bridge do Hammersmith


Kolejna sloneczna sobota pazdziernika, tak wiec przyszla kolej na druga czesc sciezki Tamizy. Jakze rozni sie ona od pierwszego fragmentu prowadzacego przez wschodni Londyn! Przede wszystkim prowadzi przez niesamowicie zatloczone centrum Londynu, aby wprowadzic nas do zadbanego, zachodniego Londynu. Nie spotkamy tu juz opuszczonych fabryk czy tez zaniedbanych domow. 
Wysiadajac na dworcu London Bridge pierwszym budynkiem rzucajacym sie w oczy jest the Shard. Wznoszac sie na zawrotna wysokosc niemalze 310m jest on obecnie najwyzszym ukonczonym budynkiem w Europie.
Widok, ktory zakonczyl pierwsza czesc trasy nalezy jak dla mnie do jednych z najladniejszych widokow w Londynie i pomimo, ze mijam go codziennie jadac do pracy ciagle nie mam go dosyc :)
Anglikanska katedra w Southwark.

Co jakis czas na chodnikach Londynu mozna odnalezc takie rysunki plodow.Widzialam je juz w kilku miejscach, ale szczerze mowiac nie mam pojecia skad sie one wziely i co maja symbolizowac. Moza jakas walka z aborcja w UK? W sumie patrzac na skale zjawiska za bardzo bym sie nie zdziwila. Podczas, gdy u nas 14-latka ma problem z dokonaniem legalnej aborcji po tym jak zostala zgwalcona, tutaj niektore dziewczyny traktuja to jako rodzaj antykoncepcji przechodzac po kilka aborcji w zyciu. Zawsze mnie dziwi dlaczego ludzie uwielbiaja popadac ze skrajnosci w skrajnosc... 
Katedra St. Paul's wraz z Millennium Bridge. A tak dla zainteresowanych w Londynie znajduja sie az cztery katedry - dwie anglikanskie (widoczne na zdjeciach) i dwie katolickie - Westminster Cathedral i  St. George's Cathedral (kiedys bede musiala je odwiedzic!)
"Pomysl zyczenie i wrzuc monete" - wrzucilismy po 20 pensow i moje zyczenie sie spelni a Albina nie (mam nadzieje, ze nie mial zbyt waznego zyczenia ;))

Ach! Jak ja kocham takie miejsca! Moglabym wydac majatek na ksiazki, ale poki co musimy oszczedzac na Ameryke Poludniowa... No tak czy inaczej mam dziwne przeczucie, ze po powrocie bede czesto odwiedzala ten ryneczek z ksiazkami :)
Gdy przechodzilam kolo tego skate parku po raz pierwszy wydawalo mi sie dziwne, zeby miec takie zaniedbane miejsce w samym centrum Londynu, tuz kolo najwazniejszych atrakcji turystycznych. Dopiero, kiedy pewnego razu poszlam na spacer wzdluz Tamizy z moim znajomym z CS Geoff'em dowiedzialam sie, ze jest to prawdopodobnie jeden z najstarszych skate parkow w Londynie, ma on juz ponad 40 lat i jest bardzo popularnym miejscem dla milosnikow deskorolek. Jak widac na powyzszym zdjeciu 5-letni fani hulajnogi rowniez odnajda frajde w zjezdzaniu po platformach :)
Jedna z rzeczy, ktore uwielbiam w Londynie sa ciagle odbywajace sie festiwale. Najrozniejsze. W dniu, gdy wybralismy sie na Thames Path odbywal sie festiwal chleba. Na porozstawianych stoiskach mozna bylo nabyc swiezo wypieczone pieczywo. Tydzien pozniej mial miejsce festiwal wina i sera, a niedlugo pozniej kawy i herbaty. Seria kulinarnych festiwali zakonczy sie festiwalem czekolady w dniach 7-9 grudnia. 
Oko Londynu - Wielki Brat patrzy :)
Jeden z najbardziej znanych widokow w Londynie - Big Ben i parlament.
Zdjecie z "Benkiem"
Sciezka wzdluz Tamizy jest zatloczona tylko i wylacznie przy najwiekszych atrakcjach turystycznych. Czasami wystarczy przejsc na druga strone mostu, aby odnalezc cisze i moc w spokoju podziwiac widoki bez tlumu przepychajacych sie turystow. 
Kolorowa lodka, ozywia krajobraz
Oddalamy sie od centrum.
Bloki te, jak dla mnie, zupelnie nie pasuja do Londynu. Wygladaja bardziej jak jakies wielkie hotele znajdujace sie w jednym z srodziemnomorskich kurortow. Wiekszosc mieszkan wyglada na puste (nie wiem czy dlatego, ze bloki sa jeszcze nowe, czy tez ze wzgledu na kryzys...). Cale osiedle tez sprawialo wrazenie nieco wymarlego, gdyz w ogole nie bylo tam widac ludzi. 

Lunch time! Sushi i paleczki. Musze przyznac, ze po raz pierwszy udalo mi sie zjesc cale danie paleczkami. Widelec byl gotowy tak na wszelki wypadek, ale jakos dalam rade :) Troche syfu narobilam przy okazji, ale bylam z siebie niesamowicie dumna :)
Tanie mieszkanie w Londynie zachodnim z widokiem na rzeke :)
Battersea Park. Kolo fontanny stala starsza para: pani z lustrzanka i pan z kompaktem. Analogia do mnie i Albina za jakies 50 lat tak jakos sie sama nasunela :)
Piekne miejsce do poczytania ksiazki w jesiennej, nieco nostalgicznej atmosferze...
W Parku Buttersea znajduja sie Festival Gardens, ktore powstaly w roku 1951, aby 'wniesc nieco koloru w zycie codzienne Londynczykow, po szarych latach drugiej wojny swiatowej'. Przetrwaly one niestety jedynie rok, po czym cale dekoracje zostaly usuniete (jak widac Angicy nie potrzebuja wiele czasu, aby 'pokolorowac sobie zycie':))
W pewnym momencie naszym nieco zaskoczonym oczom okazala sie... pagoda. Zostala ona wybudowana w 1985 roku i zostala poswiecona pokojowi na swiecie. Pieknie komponowala sie w jesienny krajobraz parku.
Albert Bridge - to stad krolowa rozpoczynala swoj rejs Tamiza podczas uroczystosci Jubileuszowych, w ktorych mielismy okazje uczestniczyc w czerwcu tego roku




Typowy widok Tamizy



Widok tak zorganizowanego centrum recyclingu bardzo nas zaskoczyl. Byla sobota i do wjazdu ustawila sie calkiem pokazna kolejka samochodow. Wszystkie wypakowane po dach roznego rodzaju smieciami przeznaczonymi do recyclingu. Wygladalo to wrecz tak, jakby dla niektorych ludzi wizyta tutaj byla stalym wydarzeniem w tygodniu. Az sie czlowiek czuje winny, ze sam nie segreguje smieci...
Mieszkanko na lodce z ogrodkiem. Czmu nie? Stylowe, z widokiem i zapewne sporo tansze od 'normalnych' mieszkan w zachodnim Londynie. 



Hammersmith - tutaj pracuje, a na dzisiaj byl to dla nas koniec wedrowki. Ktoregos dnia bede musiala dokonczyc londyska trase wzdluz Tamizy, tylko, ze jakos pogoda ostatnio nam nie dopisuje... Byc moze Thames Path czesc 3-cia bedzie musiala poczekac do naszego powrotu z Ameryki Poludniowej... Zobaczymy... :)